San Mauro A Mare - to tam spędziliśmy główną część naszego tegorocznego urlopu ( dojazd
TUTAJ ). Nieduża miejscowość na Riwierze Adriatyckiej, niczym specjalnie nie wyróżniająca się z grona tutejszych kurortów - największy i najbardziej znany to Rimini odległe o kilkanaście kilometrów.
Centralne miejsce tej miejscowości to ten placyk z fontanną na środku - świadek wielu spotkań, wieczornych eskapad, koncertów, tańców, wygłupów w pianie i wielu, wielu różnych niespodziewanych atrakcji ;) Na lewo od tego placu pójdziemy w kierunku Gatteo A Mare, na prawo zaś do najlepszej pizzerii w mieście, o której przeczytacie na końcu wpisu :)
Pierwszy dzień powitał nas pochmurną pogodą - dzięki temu była możliwość sfotografowania pustych plaż :
Plaże są prawie jak bałtyckie - szerokie, z piaskiem, z płycizną, która pomaga, gdy chce się zagrać w siatkę - tyle, że bez polskiej tradycji czyli parawanów. Ale jest haczyk - za parasol i dwa leżaki płaci się 10 euro - a z ręcznikiem czy kocem rozłożyć się tu nie można. Na szczęście są miejsca bezpłatne - wąskie bez żadnych parasoli (chyba, że własnych) i nadal bez parawanów ;)
Coś majaczy w oddali :
Na moście nad kanałem (kanał to granica między San Mauro, a
GATTEO A MARE ) jest popiersie Cesara - chwycenie za nos gwarantuje szczęście - tarmoszony jest oczywiście przez wszystkich :)
Most kolejowy w tle "ozdobiony" jakimś pociągiem znajdziecie we wpisie dotyczącym tutejszych kolei :
Lokal (tak naprawdę w Gatteo A Mare) w którym można było tańczyć już od 6:00. I o dziwo pełen był chętnych na poranne balety :
Potężna flaga łopocze na wietrze beztrosko - to w sumie dziwne, że w Polsce nie ma takich sytuacji ;)
No i słoneczna Italia :