środa, 5 lipca 2017

Czarnogóra 2017 - Dobra Voda

Kto obejrzał i, co trudniejsze zdecydowanie, przeczytał wpis z  DOJAZDEM  ten wie, że tegoroczny urlop spędziliśmy w czarnogórskiej Dobrej Vodzie. Miejscowość to mała, ciągle rozbudowywana, nie do końca "zwodociągowana" (w "Ciekawostkach" rozwinę temat), oferująca różnorodny rodzaj podłoża na plaży - od czystego betonu, przez duże, niekiedy ostre, po małe i gładkie kamyki. Kwestia odnalezienia sobie właściwej i dogodnej miejscówki. Buciki zatem wskazane - choć my znaleźliśmy miejsce w którym ja (i miejscowi) dawaliśmy radę bez obuwia. A'propos miejscowych - ich stopy wydają się być zdecydowanie mniej wrażliwe na zdradliwe kamyki. Zatem nie do końca da się naśladować ich bohaterskie stąpania po kamykach ;)
Ale do rzeczy...

Nasz pierwszy kontakt z tutejszą plażą :
Panorama najlepiej odda klimat miejsca - prawa strona na zdjęciu z mocno ograniczonym ruchem turystycznym bowiem bogaty resort Róża Wiatrów niespecjalnie sobie życzy żeby tam spacerować :
Autor fotorelacji z marną opalenizną dnia drugiego wśród spektakularnych fal, o których więcej poniżej :
W moim tle hotel Kalamper. Bogate auta tam parkujące i obsługa notorycznie dbająca o porządek wokół obiektu sugeruje wysokie ceny. Tematu cen nie sprawdzałem ale wysokość samego hotelu owszem. Poniżej widoki z górnego hotelowego tarasu :
Pewnie jeden z droższych apartamentów - średnio tak mieć taras na który każdy może zerkać...
Niemniej jednak ja skupiłem się na widokach...
...na których widać...
...nasze plażowe miejsce :
Inne okoliczne widoki :
Rzut oka na "rosyjski cypel" :
Sam taras :
Widok na miasto i...
...miejsce na które dotrzemy taksówką :
Więcej widoków z budynku TUTAJ

Ruszamy w teren "zakazany" :
Tu jeszcze można spacerować :
Tutaj już niezbyt :



Niemniej jednak po wejściu na teren obsługa nie reaguje panicznie jakoś - zezwala na fotografowanie tylko informuje żeby zbytnio nie zagłębiać się w teren hotelu...dobre i to :)
Przeciwieństwem "rosyjskiego mało przyjaznego zwykłemu turyście cypla" jest restauracja w samym sercu miejscowości tuż obok hotelu Kalamper - Plavi Jadran :
Przemiła i pomocna obsługa, pyszne jedzenie i dobre ceny. Tutejsze lokale to w ogóle zjawisko - obsługa prawie nigdy nie stoi w miejscu. Przemieszcza się notorycznie przesuwając choćby bezsensownie krzesło czy popielniczkę (tak, tu w lokalach palą faje). Nie są przy tym nachalni i nadskakujący - nasi restauratorzy powinni przyjechać tu na praktyki ;)
W każdym razie na późno wieczorne danie bez namysłu zaproponowano nam risotto frutti di mare - i choć rzadko fotografuję zjadane posiłki to tu zrobiłem wyjątek :
Pomiędzy tym lokalem, a hotelem Kalamper, dzięki naszemu przewodnikowi po czarnogórskich atrakcjach, mamy okazję obejrzeć rzeźby z drzewa oliwnego. Samej Autorki  TOMIKU POEZJI "OKNO MOJEGO SERCA"  i rzeźbiarki Marzeny Perićić nie było nam dane poznać...
Honory czynili zatem mąż (przewodnik) - rodowity Czarnogórzec i młodszy "owoc" tego związku. Ze starszym synem zapoznamy się podczas wycieczki do Bar i Ulcijn :
W każdym razie taka książka ze specjalną dedykacją zasiliła naszą biblioteczkę :
Więcej zdjęć rzeźb w  GALERII

Skoro o starszym synu mowa - hotel Ponta w którym mieszkaliśmy jest pod jego władaniem :
Jak widać niedaleko stąd do morza :
Na tyłach mamy basen :
Kącik na wieczorne nasiadówy :
Lewy górny narożnik oferuje cień w godzinach popołudniowych - zazwyczaj wtedy zachodziliśmy zmoczyć ciało w słodkiej wodzie :)
Z kronikarskiego obowiązku - ostatnie zdjęcie naszej wakacyjnej ekipy na 5 minut przed wyjazdem :
I inne kadry z naszego hotelu - nasz taras widoczny na wprost :
Takie zachody można z niego zaobserwować :
Więcej w  GALERII

Gdy przyjechaliśmy tu na początku czerwca plaże były niemal puste - im dłużej tu przebywaliśmy tym więcej miejsca zajmowały parasole z leżakami - czego dowody będą we wpisie z plażowania i nurkowania :)
Tym razem zmierzamy na spacer w kierunku północnym. Dla mniej zorientowanych - na prawo od głównego zejścia do morza :)
Idziemy w kierunku drogi do Baru :
I tu naprawdę warto zaplanować porządny spacer - może być przy ostrym południowym słońcu :
Aczkolwiek lepiej jakieś 2 godziny przed zachodem słońca - bo zyskamy wtedy ładne światło :
Warto zajrzeć w każde jedno zejście do morza :
Długa ogniskowa zbliża nam optycznie wszystkie cyple - rosyjski zamyka kadr :
Czyż nie pięknie? :)
Tutaj mniej miły akcent - tegoroczna zima i jakaś zaraza zmarnowała całą masę palm. Niekiedy całe szpalery stoją zeschłe - aż żal patrzeć :
Niemniej jednak cieszmy oczy ładnymi widokami :
Kasia :)
Miejsce w którym wysoka fala (obecna na początku naszego pobytu) robiła najwięcej hałasu - toczyła mnóstwo drobnych kamieni, które dzięki temu były niemal okrągłe. Dotychczas takie skumulowanie tego rodzaju kamieni widziałem tylko w Grecji w rejonie jaskini Dirou ( GRECJA 2000 ) - z tego też powodu tutaj uzupełniliśmy zapas pamiątkowych kamieni urlopowych. Ale nie jest prawdą, że ręce moje od noszenia ciężkich waliz uległy wydłużeniu ;)
Zachód słońca gratis :
Selfie - bo modne ostatnio :
Płynące do portu w Barze statki widoczne zazwyczaj z samego rana lub wieczorem. Jakby za dnia nic nie pływało :
Resztki jugosłowiańskiej motoryzacji :
I zjawiskowe fale - zawdzięczamy je pełni Księżyca, bo potem już były zdecydowanie mniejsze :
To już oczywiście centrum miasteczka :
Kasia dzielnie walczyła :
Trzeba przyznać, że robiło to wrażenie...
I dlatego warto zobaczyć więcej  TUTAJ

Tematykę plaży...
...i atrakcji na tejże rozwinę w osobnym poście :)
Tymczasem kolejny spacer - idziemy dokładnie za nasz hotel. W kierunku dwóch (bliźniaczych) wysokich apartamentowców. To chyba siedziba rosyjskich turystów zmotoryzowanych - przegląd aut z wyższych półek choć bywają i pospolite auta :
To nie Fiat 500 - to Abarth 500 (jak kogoś interesuje m.in. ten włoski samochód to zapraszam TUTAJ ) :
Podziemny garaż też skrywał zacne marki :
Potem ruszyliśmy w kierunku trasy przelotowej z Bar do Ulcijn - ciągle z tęsknotą zerkając na wzgórze :
Opel Calibra - u nas raczej na wymarciu :
Tu z prawej jest postój taxi z którego odjedziemy wkrótce :)
Kierunek Ulcijn :
I nie ma gdzie dalej iść...
...zatem kilka zachodów :
I porannych kadrów :
To, wbrew pozorom, godziny popołudniowe :
Kolejny spacer to rejon ulic 122 i 123 - nie bawią się tu w nazwy ulic tylko numerują je. A ja akurat pamięć do cyfr posiadam :)
Miejscami dziwią niedokończone budowy...
...a z drugiej strony dopieszczone w każdym calu kwatery prywatne :
Bywają też nowe i opuszczone domy. Okazuje się, że bogaci Czarnogórcy zarabiający w USA buduja tutaj domy inwestując zarobione pieniądze. Potem ktoś z rodziny dogląda owych domostw - a, że naród to zasadniczo leniwy (tak słyszałem) to wygląd takich domów jest raczej przykry...
Przykro również patrzeć na bezpańskie psy - te akurat były nieufne i mocno zaniedbane :
Drzewo oliwne w ramach przerywnika :
"Selfie" przed gajem oliwnym :
Zwierzętami tutaj specjalnie się nie przejmują - gospodyni tego domostwa zaprosiła nas do siebie i, choć niepozorna to kobieta, sprzedała nam oliwy z oliwek, świeżych oliwek, fig i morelek za niezłą kasę. Gospodarne to społeczeństwo w kwestii finansów niezwykle ;) Opiliśmy zakupy rakiją - taka tradycja :)
Ale trzeba przyznać jedno - świeże figi są pyszne !!!
Kolejnym przykładem finansowej zdolności jest targowanie się z taksówkarzem o cenę kursu. Bywa, że cena spada o połowę. My, nie bacząc specjalnie na cenę choć dla zasady targując się, pojechaliśmy popatrzeć na okolice z góry :)
Temat kabli energetycznych omówię w "Ciekawostkach" - bo u nas takich cudów nie ma ;)
Droga asfaltowa ciągnie się bardzo wysoko. W Polsce pewnie asfalt rozpływałby się pod wpływem wysokich temperatur - tutaj jakoś dziwnie nie ;)
Jesteśmy na naszym punkcie widokowym - w zasadzie na budowie domku jednorodzinnego. Zjawisko złodziejstwa tutaj nie istnieje. U nas złomiarze szybko zrobiliby użytek z pozostawionych metalowych elementów ;)
Pogoda tego ranka akurat niezbyt dopisała - duchota i lekka mgiełka lekko zepsuła efekt...
...niemniej jednak teren naszego hotelu był widoczny :
Tędy jechaliśmy - drogę powrotną szybko rozpoznałem jako wjazd od ulicy 122 - co zaskoczyło mocno naszego kierowcę :)
Z tej perspektywy wszystko inaczej wygląda...
...m.in. hotel który z plaży wydawał się być na wyżynie niezwykłej :
Zbliżenie na miasto :
Na macho nr 1 :
Nr 2 :
Panorama ze wzgórza :
I utajniony w górach napis "Tito" - pokazany nam przez kierowcę :
W prawym górnym rogu kadru :
Kim był ów człek warto poczytać na  WIKIPEDII
Zbliżenie na bliźniacze apartamenty i hotel Ponta w miejskiej, gęstej zabudowie :
A więcej kadrów  TUTAJ

Ostatni ranek przed wyjazdem :
Przegląd jednostek pływających :
Kumulacja trzech ;)
Starsi (podejrzewam, że mieszkańcy) korzystają z porannych kąpieli. Za dnia raczej tylko młodzi tubylcy bywają na plaży - i to w ramach przerwy w pracy.
Wędkarzom raczej tutaj nikt nie przeszkadza ;)
A my jesteśmy w strefie ładnych kamieni, o których wspominałem powyżej :)
Dla równowagi, po zdjęciach porannych, czas na nocne :
Nie do końca oświetlone pokoje hotelowe wskazują na początek sezonu :
Nasza skałka nieco rozjaśniona długim czasem naświetlania prezentuje się tak :
A po Dobrej Vodzie oprowadzał Was Arski z  KASIĄ
Wkrótce snorkeling, pospolite pływanie i niezwykłe skoki ze skałki ze zdjęcia powyżej - a wszystko to w Dobrej Vodzie :)

Pełna galeria (184 zdjęcia) dostępna tradycyjnie w  GALERII

                                             CZARNOGÓRA 2017 - PODSUMOWANIE

1 komentarz:

  1. No Wy już po wypoczynku, ja jeszcze czekam.
    Super wypad.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)
Moderowanie komentarzy jest włączone. Wszystkie komentarze muszą zostać przeze mnie zatwierdzone.
Jeśli nie masz konta Google - skorzystaj z opcji Anonimowy.