niedziela, 26 kwietnia 2015

Grecja objazdowo (+San Marino i Wenecja)

Był rok 2000. Czasy w których każda klatka na kliszy była na wagę złota ;) Pamiętam, że kupiłem wtedy 10 klisz FujiFilm i ledwie wystaczyło na całą 15-dniową wyprawę.
Wycieczka objazdowa, której głównym celem była Grecja, zaczęła się (pomijając nocny przejazd przez kawałek Europy) w San Marino - i poniżej lansiarska fota ;)
Potem po kilku godzinach bieganiny po miasteczku-państewku zajechaliśmy do Ancony - przesiedliśmy się na wielki prom. I tym środkiem lokomocji, lekko bujani falami Adriatyku...


...dotarliśmy do greckiego portu Igoumenitsa :
Nie trzymając się chronologii wydarzeń wrzucę teraz kilka kolorowych widoczków (z autobusu robionych), o które w tym kraju bardzo łatwo ;)
Ten górski widoczek to odcinek z Igoumenitsy do Kalambaki i klasztorów Meteora (poniżej będa fotki) - typowe dla Grecji przydrożne kapliczki - jaki to unikat i jakie ma znaczenie przeczytacie TUTAJ
Przyroda swoją odmiennością również zwraca na siebie uwagę :


A to już Ateny. Stolica w której jedyne co warto zobaczyć to Akropol. Są tacy, którzy twierdzą, że dzielnica Plaka warta jest uwagi, że względu na swój klimat i w ogóle. Ale nie oszukujmy się - szału nima - a klimatyczne kafejki są wszędzie na południu Europy...
Tymczasem Akropol - jakby nie było kawał historii, pięknej architektury i ładnych widoków :)
Wejście główne :
Ruiny z widokiem miasto w tle :
Partenon :
Krużganek kariatyd - z tego co mówił przewodnik :
Rok 2000, oprócz ograniczeń zdjęciowych, niósł za sobą inne problemy - wtedy nie można było na spokojnie zweryfikować podawanych przez przewodników informacji w zaciszu domowym przed komputerem. Ja komputera w tamtym czasie nie miałem - o internecie nie wspominając. Aż ciężko w to teraz uwierzyć ;)
Wzgórze Likavitos widzaine z Akropolu :
A to już kadry z muzeum archeologicznego :


I Parlament - przed którym co godzina odbywa się zmiana warty godna uwiecznienia na filmie - bo zdjęcia tej "komedii" nie oddają ;) Zainteresowanych odsyłam TUTAJ do obejrzenia owego przedstawienia w wykonaniu ewzonów - bo tak nazywają się ci żołnierze :)
Źródła podają, że ma to miejsce przed Grobem Nieznanego Żołnierza :
Wtedy był wrzesień - dość ciepło. Co musi się dziać w środku upalnego lata nie chcę nawet myśleć...
A to już Delfy - amfiteatr :
Arski na starożytnych ruinach ;)
I chyba najsłynniejsza ruina zwana Tolos :
Dwa kadry z muzeum w Delfach :
I nocny widok na Kanał Koryncki - niestety za dnia nie zdążyliśmy go obejrzeć :(
Ale przekop robi wrażenie !!!
A to ruiny Koryntu :
Również z Arskim ;)
Prawda jest taka, że na wycieczce objadowej po Grecji nadmiar ruin, kamieni i głazów nieco nuży. Ma się po prostu dość kolejnych niewiele różniących się od siebie pozostałości po latach świetności. Dlatego dobre są przerywniki takie jak ten poniżej - Jaskinia Dirou i bajkowa zatoczka tuż obok :
Albo Kalambaka u podnóży klasztorów Meteora - w wersji za dnia...
...i nocą :
By rankiem ruszyć na podbój tego kosmicznie pięknego miejsca !!!
Klasztory zobowiązują - w krótkich gatkach i nieprzyzwoicie ubranym wejść nie można - stąd wyjściowy ubiór na mym ciele ;)
Klisza nie wybaczała takich błędów jak wejście osoby w kadr...
A to już Monemvasia - wyspa połączona groblą z lądem - ale żadnego sensownego zdjęcia bez osób z tego miejsca nie mam :(
Dlatego wspomogę się widokami z GOOGLE
Klimatyczny cmenatrz :
I wracamy do ruin - Mykeny i Brama Lwów :
To pamiętam była cysterna - cokolwiek miałoby to znaczyć ;)
Skarbiec Atreusza, zwany czasem grobem Agamemnona :
A to kolejne ładne widoczki - Nauplion z górującą nad miastem twierdzą Palamidi :
Nieco lansu z rowerem i palmą ;) Skarpetki do klapek? No cóż...takie czasy ;)

Twierdza Palamidi...
...i widoki z tejże :



Nareszcie Olimpia - kawał prawdziwej historii na końcówce wycieczki w momencie, gdy naprawdę miałem dość upałów, zwiedzania i ruin. Nie żeby we mnie padł duch zwiedzania ciekawych miejsc ale naprawdę miałem dość ;)
Osios Lukas - klasztor założony w X wieku :


Termopile - znane ze synnej bitwy. Tak naprawdę to nic więcej tam teraz już nie ma :
A to dzień odpoczynku w kurorcie Tolo :
Wykupiona przejażdżka łajbą okazała się samodzielną wyprawą (na szczęście to zatoka) - po szybkim przeszkoleniu (ku rozpaczy towarzyszy tej atrakcji) zostałem kapitanem jednostki pływającej :)
I wracamy do domu - najpierw z portu w Patras - ruszamy w kierunku Wenecji :
Wypływamy nocą - przed nami 2 noclegi i jeden cały dzień na pełnym atrakcji promie :)
Rankiem wpływamy do Wenecji - sensownych zdjęć z tego wydarzenia nie mam ale widok od strony morza i zatoki robi wrażenie...
Tymczasem Ponte Rialto :
Kanały, gondole...
...Plac św. Marka :
Most Westchnień :
Kolejne gondole i...
...kanały :
Kilka fotek typowych dla całych Włoch :



I nocny powrót do Polski - który w porównaniu do kołysania na promie był nieciekawy zupełnie ;)

5 komentarzy:

  1. Cudowne wspomnienia i piękne zdjęcia,pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To był pamiętny rok... Piekne zdjęcia i miłe wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję !!!
    Rok 2000 był wyjątkowy - 4 różne eskapady urlopowe wtedy miałem :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Młody i przystojny .... ech, teraz to tylko przystojny :)
    Fakt z tymi kliszami, pamiętam swoją Smienę i te klisze, teraz dwie karty SD i wyjazd obrobiony na maxa.
    Tak se myślę, że ta cyfryzacja trochę zwalnia z kreatywności i myślenia, teraz wali się setki fotek, potem wybiera kilka, fakt, że wygodniejsze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygoda jest - klisza nawet gdy uczyła myślenia była...męcząca. Nie oszukujmy się ;)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)
Moderowanie komentarzy jest włączone. Wszystkie komentarze muszą zostać przeze mnie zatwierdzone.
Jeśli nie masz konta Google - skorzystaj z opcji Anonimowy.