niedziela, 31 lipca 2016

ITALIA 2016 - San Mauro A Mare

San Mauro A Mare - to tam spędziliśmy główną część naszego tegorocznego urlopu ( dojazd TUTAJ ). Nieduża miejscowość na Riwierze Adriatyckiej, niczym specjalnie nie wyróżniająca się z grona tutejszych kurortów - największy i najbardziej znany to Rimini odległe o kilkanaście kilometrów.
Centralne miejsce tej miejscowości to ten placyk z fontanną na środku - świadek wielu spotkań, wieczornych eskapad, koncertów, tańców, wygłupów w pianie i wielu, wielu różnych niespodziewanych atrakcji ;) Na lewo od tego placu  pójdziemy w kierunku Gatteo A Mare, na prawo zaś do najlepszej pizzerii w mieście, o której przeczytacie na końcu wpisu :)
Pierwszy dzień powitał nas pochmurną pogodą - dzięki temu była możliwość sfotografowania pustych plaż :
Plaże są prawie jak bałtyckie - szerokie, z piaskiem, z płycizną, która pomaga, gdy chce się zagrać w siatkę - tyle, że bez polskiej tradycji czyli parawanów. Ale jest haczyk - za parasol i dwa leżaki płaci się 10 euro - a z ręcznikiem czy kocem rozłożyć się tu nie można. Na szczęście są miejsca bezpłatne - wąskie bez żadnych parasoli (chyba, że własnych) i nadal bez parawanów ;)
Coś majaczy w oddali :
Na moście nad kanałem (kanał to granica między San Mauro, a GATTEO A MARE ) jest popiersie Cesara - chwycenie za nos gwarantuje szczęście - tarmoszony jest oczywiście przez wszystkich :)
Most kolejowy w tle "ozdobiony" jakimś pociągiem znajdziecie we wpisie dotyczącym tutejszych kolei :
Lokal (tak naprawdę w Gatteo A Mare) w którym można było tańczyć już od 6:00. I o dziwo pełen był chętnych na poranne balety :
Potężna flaga łopocze na wietrze beztrosko - to w sumie dziwne, że w Polsce nie ma takich sytuacji ;)
No i słoneczna Italia :



Byli tacy co doszli aż do tego wieżowca :
A tutaj mamy właśnie bezpłatny odcinek plaży :
Plaża to również biznes :
Tańce :
Łajba pływająca do późnej nocy :
Na chwilkę wracamy w tereny miejskie - główny placyk :
Drzewa celowo przycinane - ogólnie Włosi dbają bardzo o estetykę - czy to swoich posesji, czy to roślin, czy swojej własnej ;)
Wszechobecne i ogólnodostępne krany z pitną wodą - nie liczyłem ile wypiłem ale na pewno w tym względzie był to rekordowy urlop. Woda jest zimna, dobra i darmowa - co w tym wszystkim jest najlepsze ;) Wszyscy chodzą z buteleczkami i tankują gdzie tylko mogą. Tylko w dwóch miastach (które zwiedziliśmy) były krany nawet z wodą gazowaną (!!!) - istny raj ;)  Rada dla tych co piją prosto z kranu - niektóre mają dziurkę na górze - przytykając wtedy dolny wylot mamy wodnego siurka prosto w usta ;)
A'propos wody - kilka poranków powitało nad odpływem. Wyglądało to dość interesująco :
Nie wiem co wyciągał ten facet - jak wiecie napiszcie w komentarzu :)
Małe kraby chodziły luzem - choć podejrzewam, że to one były celem faceta z kijkiem ;)
Po takich kamykach Boże broń chodzić na bosaka ;)
Z kanału natura też "spuściła wodę" ;)
Co skrzętnie wykorzystała...
...czapla :
Wspomniałem o estetyce - jaki jest sens porannego grabienia plaży nie wiem. Ale przez chwile wygląda to ładnie. Taki nowożytny Syzyf ;)
A to odpływająca w mgielną otchłań motorówka :)
I znowu upalna plaża :
Płycizna na moje oko była zbyt duża - nie dało się wygodnie popływać, o skokach do wody nie wspomnę...
Wieczorny spacerek :
Włochom jak tylko puścić muzykę to zaraz tańczą - obojętnie gdzie ;)
Zachodzące słońce ładnie oświetlało kanał :
I raj dla kobiet - w poniedziałki do południa zaułki San Mauro stają się ogromnym bazarem :
Włosi kochają fotografować się - to bardzo ułatwia (wręcz umila) pracę - przekonam się o tym niejednokrotnie :
Przerywnik w postaci maziajów na niebie :
Wodnych bestii :
Rowerów hotelowych - o tym napiszę we wpisie o ciekawostkach :
I wymarsz na wschód Słońca :
Nieco się spóźniliśmy ale i tak było super :
Tak, zbieraliśmy (jako chyba jedyna nacja) muszelki :
Esteci znowu grabili :
A jeden nawet postawił zamek :
Dokładność detali godna podziwu :
Szykuje się kolejna wieżyczka :
Tymczasem Polki znowu grzebią w morskiej wodzie :

Włosi natomiast rozstawiają biznesy - ten ambitny, bo sprzedaje obrazy :
Esteta w koparce sprzątał większe "kupy" - swoją drogą obecność tak ciężkich pojazdów uzmysławia, że poruszamy się po innym niż nasz bałtycki piasek - ten nie jest tak sypki i drobny jak znany z polskich plaż. Ale pewnie dlatego da się z niego postawić tak misterny zamek z piasku - bałtycki obsypałby się po chwili. Taka myśl dopadła mojego umysłu ;)
I wspomniana na wstępie pizzeria - szkoda, że odkryta dopiero na końcówce urlopu. Wcześniej chodziliśmy do innej - nazwy nie wymienię ale potrafili powiedzieć, że pizzy w godzinach 14-16 nie ma. Siesta siestą ale na miły Bóg - to turystyczne miejsce i trzeba pracować. A nie sobie pauzy robić i dać głodować turyście... Tutaj dawali jeść - bardzo smacznie, tanio i bez "koperto" - czyli formy dodatku zwanej również serwisem. Na wstępie ustaliliśmy z nowo zapoznanym pilotem wycieczek (o nim w kolejnym wpisie) żeby nas na koniec nie skasowano - i tak właśnie było. Na pożegnanie poszliśmy tam 14-osobową grupą i każdy był zadowolony, a na koniec otrzymaliśmy po ciasteczku gratis :)
Więc jak macie w San Mauro A Mare chęć na pizzę to tylko tam :
A tu macie cennik, którego celowo nie zmniejszałem żeby dał się odczytać :
Nieco więcej fot w GALERII

Nocne atrakcje San Mauro A Mare - TUTAJ

PODSUMOWANIE URLOPU

2 komentarze:

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)
Moderowanie komentarzy jest włączone. Wszystkie komentarze muszą zostać przeze mnie zatwierdzone.
Jeśli nie masz konta Google - skorzystaj z opcji Anonimowy.